Cofnij

Keks

Monika Piasecka
To ciasto miało się nazywać ciasto marchewkowe, a wyszedł keks :) W sumie to się cieszę, bo jakiś czas temu planowałam zrobić keks (to jedno z moich ulubionych ciast), ale o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie wczoraj próbując ciasta, które wyszło z piekarnika.
Łączny czas 1 godzina 15 minuty
Rodzaj Desery
Kuchnia Kuchnia europejska
Porcje 4

Składniki
  

Instrukcje
 

  • Rozgrzej piekarnik do 180C.
  • W dużej misce zmieszaj mąki, xylitol, przyprawy, sól i sodę.
  • Wmieszaj startą marchewkę, chia i posiekane na mniejsza kawałki orzechy oraz morele.
  • W drugiej misce zmieszaj jaja z octem, mlekiem i miodem 
  • Połącz zawartość obu misek i dobrze wymieszaj.
  • Przelej zawartość do formy wysmarowanej masłem i posypanych tapioką. Forma ma być wypełniona prawie po brzegi, bo mimo dużej ilości jaj, ciasto duża nie wyrasta.
  • Piecz ok. 50-60 min. 
  • Jeśli lubisz chrupiącą skórkę, na ostatnie 5-7 min włącz termoobieg.
  • Smacznego!

Uwagi

Pieczenie w stylu paleo to jedno wielkie pole doświadczalne. Raz coś wyjdzie, innym razem trzeba wyrzucić, a jeszcze tak się zdarza, że miało wyjść jedno, a wyszło drugie. Uwielbiam takie zwroty akcji. Tak było w tym przypadku. To ciasto miało się nazywać ciasto marchewkowe, a wyszedł keks :) W sumie to się cieszę, bo jakiś czas temu planowałam zrobić keks (to jedno z moich ulubionych ciast), ale o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie wczoraj próbując ciasta, które wyszło z piekarnika. Napakowałam swój wypiek morelami, orzechami i pestkami jak atleta swoje ciało odżywką białkową :) Najwyborniej smakuje kiedy wystygie. Także wstrzymajcie konie i nie rozpędzajcie się tak.
Ciasto nie jest za słodkie, w konsystencji ani za suche, ani za mokre. Jest po prostu w sam raz :) Dobrze się kroi i nie rozpada. Jedynie co, to za mało chyba posmarowałam formę masłem, bo trochę nie chciało odejść od spodu, ale w końcu kilofem dało radę :) Żartuję oczywiście. Keks jest bardzo sycący i z kakao lub herbatą może robić za kolację.
Upiekło się naprawdę kawał ciasta i jak tak na nie patrzę, to się zastanawiam kto to wszystko zje :)