paleo

Gdyby nie mnogość kolorowych jesiennych warzyw, owoców i ziół to nie poznałabym, że nadchodzi jesień. Tutaj na wsi wysoko w górach wszystko jest jeszcze bardzo zielone i soczyste.

Co zrobić z taką mnogością darów od natury, które dojrzały na moim polu? Chwila nieobecności i zrywam cukinie giganty. Zerwałam na próbę trochę owoców dzikiej róży, która rośnie wszędzie. Tym razem posłuży za dekorację, bo jest jeszcze niedojrzała, ale zrobię z niej konfiturę. Będzie jak znalazł do moich tartaletek, które pewnie upiekę zimą :) Moje odkrycie sezonu to te zielone strąki. Ale roślina strączkowa to nie jest. To rzodkiewka. Pozwoliłam jej urosnąć, bo chcę zebrać nasiona, a ona urosła w takie piękne strąki, które jak się okazało są jadalne. Wykorzystałam je do mojego curry z buraka (przepis tutaj). Rzodkiewka w tej formie jest pycha! To genialne, że można wykorzystać coś, co pozornie dla większości do niczego się nie nadaje. To samo natka marchewki. Wspaniale wzbogaca pesto, które lubię podać z ziemniakami z mojego pola. Zanim coś wyrzucimy, zastanówmy się czy nie można tego zjeść :) Nadmiar cukinii ukisiłam, zamroziłam na zupę, ugrilowałam na bieżące potrzeby i zrobiłam sałatkę.smaki jesienismak jesieni

Powyżej moje dwie proste potrawy z warzyw, które dała natura. Pięknie wyglądają i smakują! 

Na nadchodzącą zimę przygotowałam też słoiczek konfitury z bzu czarnego. Co ja się nie nagimnastykowałam zanim go zlokalizowałam, potem próbowałam się wspinać po jego gałęziach, żeby zerwać owoce (ale gałęzie za kruche, więc parę razy gleba). W końcu cała podrapana i upaprana dopięłam swego. I wiecie co, z tych prawie trzygodzinnych zmagań wyszedł… jeden bezcenny słoiczek mojego czarnego złota, którym będę się leczyć zimą. Przyznam, że przez chwilę pomyślałam o wszystkich tych łowcach i zbieraczach, którzy niemalże dzień w dzień musieli biegać za swoją strawą. I co? I nie zazdroszczę im, ale podziwiam. Kiedy sama zdobywam jedzenie, bardzo je szanuję. Nie marnuję ani odrobiny. Bo wiem ile mnie to kosztowało trudu.

paleopaleo

Powoli poznaję zioła z mojej łąki. Tym razem nazbierałam kwiatów dziewanny, która przecudownie po prostu pachnie miodem i cytryną! W dotyku jest lepka jak miód i zostawia pyszny zapach na ciele. Poza tym działa wykrztuśnie i znów przyda się zimą. Ususzyłam ją na herbatkę.

Wytrząchałam moją starusieńką śliwę i zebrałam dwa wiaderka owoców. Właśnie siedzę, a za plecami mi bulgocze jak w garze czarownicy. Robią się powidła i sos słodko-pikantny do mięsa. A w nagrodę za grzeczność Witold dostanie placek ze śliwkami. Bo Wy jeszcze nie wiecie, że ja tylko lubię piec dla kogoś ciasta, ale ich nie jem, tylko próbuję. Zdecydowanie wolę tort z boczku :)

paleosmaki jesieni

A wieczorami? No cóż. Są teraz coraz dłuższe. Ale tak sobie je wyobrażam na wsi. Siedzę z motkami i szydełkuję. Tym razem pocięłam trzy podkoszulki w myśl idei upcyklingu i zrobiłam dwa wielkie motki do mojego kosza, który cały czas się tworzy. Ale wiecie jak to z wolnym czasem.

paleo

Nasza chatka powooooli dochodzi do siebie. Plasterek za plasterekiem i wkrótce będzie zdrowa. Znaczy się odremontowana. Wszystkie stare bale już wymienione na nowe! Radość przeogromna!

paleopaleosmak jesienipaleo

A w drodze powrotnej do Krakowa odwiedziliśmy śliczny Stary Sącz i Szczawnicę. Oba te miejsca polecam. Są urokliwe. Szczególnie Stary Sącz. Malutki. Z klimatem. Szczawnica to poważny kurort. Polecam Cafe Helenka, gdzie mają bezglutenowe menu.

Na strawę wybraliśmy się do naszej już sprawdzonej miejscówki u Dietrycha tuż za granicą Polski (jakieś 5 km od Piwnicznej Zdrój). Tym razem padło na baranka. Ale teraz nadchodzi uczta dla mięsożernych, bo zaczyna się sezon łowiecki i będzie dostępna prawdziwa dziczyzna! U Dietrycha hodują własne gęsi, które pływają sobie swobodnie w rzeczce, przepływającej tuz obok i można je regularnie zjeść. Zresztą tak samo jak króliki. 

paleosmak jesienipaleo

Dodaj komentarz
Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!