Restauracja Zielona

Do Restauracji Zielona zawitałam dość przypadkowo wracając z warsztatów Healing Diet z Poznania. Zielona znajduje się bowiem przy samej drodze, przy krajowej „5” we Wrocławiu Psary. Zwróciliśmy już na nią uwagę kiedy jechaliśmy do Poznania, bo miejsce wyróżnia się ogromnym przeszklonym budynkiem, w którym mieści się również Centrum Ogrodnicze. A wszystkie centra ogrodnicze teraz przyciągają moja uwagę, bo jestem na etapie sadzenia ogrodu :)

Zawsze w takich miejscach zastanawiam się, czy będę mogła zjeść coś bezglutenowego, i w duszy zawsze sobie marzę o sporym wyborze mięs i zieleniny. Jakież było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłam kartę dań, a przy prawie każdej potrawie znak przekreślonego kłosa. Co więcej, to nie były jakieś tam byle jakie dania. To była wołowina, ryby, cielęcina, a nie znów jakiś paskudny kurczak. Oszalałam z zachwytu kiedy zobaczyłam na naszym stoliku informację, że do wielu swoich deserów restauracja używa ksylitolu i mleka kokosowego. O w mordę! Toż to raj! Raj nie tylko dla bezglutenowców, ale i dla osób na diecie paleo. Zaraz umieściłam informację o tym cudzie na Facebooku. Po chwili zawrzało. Wszyscy pytali, a gdzie jest ta Zielona. Widać, że jest zapotrzebowanie i wiele osób szuka takich sprawdzonych miejsc.

Restauracja Zielona Restauracja Zielona

Pierwszy raz nie wiedziałam co mam wybrać, bo zwykle w karcie jest najwyżej jedno danie bezglutenowe. Co mi się spodobało, to że restauracja wyjaśnia w karcie, a dodatkowo obsługa zaznacza przy zamówieniu, że wszystkie dania przygotowywane są w jednej kuchni i mogą zawierać śladowe ilości glutenu (niestety osoby chore na celiakię muszą odejść ze smutną miną). Podobało mi się również to, że restauracja jest w stanie zmodyfikować każde danie pod indywidualnego klienta. Rewelacja! Fajnie, że o tym piszą, bo nie każdy zawsze ma odwagę o to poprosić i zadowala się czymkolwiek lub wychodzi.

Restauracja Zielona Restauracja Zielona

Z pąsami na twarzy i strasznie podniecona taką perełką, w końcu złożyłam zamówienie. Na początek coś do picia. Wzięłam zieloną herbatę, którą dostałam w ślicznym czajniczku, a uwielbiam pić herbatę w ładnej porcelanie, a Witek wybrał kompot ze śliwek. Ustaliliśmy, że jako danie główne zamówimy wołowe medaliony ze śliwkowym musem i sałatką z rukoli oraz ragout z cielęciny z kopytkami dyniowymi i modrą kapustą, i każde z nas zje po pół każdego dania. Wołowina była przepyszna. Ani nie spalona, ani nie łykowata i ciągnąca, po prostu w sam raz. Rozpływała się w ustach. Mus ze śliwek wspaniale uzupełniał się z rukolą. I ogólnie wszystkie składniki do siebie pasowały. Biliśmy się o każdy kawałek tej przepysznej wołowiny. Witek stwierdził, że ragout smakuje mu jak kopytka z sosem grzybowym, które jadał w dzieciństwie i zamarzył, żeby zrobić mu takie w domu. Cielęcina była miękka, a sos delikatny. Czerwona kapusta była podana ze śmietaną i z gorczycą. Nie wpadłabym, żeby dodać gorczycę. Uważam, że genialna para. Nadała zupełnie nowego smaku. Kopytka dyniowe były lodzio miodzio. Restauracja sprytnie wykorzystała sezon dyniowy, bo w karcie było więcej dyniowych dań.

Restauracja Zielona Restauracja Zielona

Nie mam zwyczaju jadać deseru po obiedzie, ale chciałam przetestować jak sobie poradzili z paleo słodkościami. Zamówiliśmy lody dyniowe i tartę z musem z mleka kokosowego. Tarta była zrobiona na spodzie daktylowym z orzechami i posypana wiórkami z gorzkiej czekolady. Witek stwierdził, że dyniowe lody to nie jego smak i tartę pochłoną w try miga :). Za to ja fanką lodów dyniowych na pewno zostanę. To nie był sorbet, ale prawdziwe lody na mleku kokosowym i ksylitolu. I w końcu nie za słodkie jak to zwykle się spotyka w lokalach. W końcu mój smak! Wspaniaaaałe. Naprawdę przepyszne. Test na paleo desery zdany :)

A na wynos wzieliśmy ze sobą Kombuchę - fermentowaną herbatę, o której dużo się słyszy w paleo świecie, ale nigdy jej nie piłam. 

Restauracja Zielona Restauracja Zielona

Tylko wspomnę, że samo miejsce i wnętrze restauracji też jest urocze. Zgodnie z porą roku wszędzie królowały poukładane dynie i wrzosy. Na wypadek chłodu obsługa zadbała, żeby na każdym krześle dostępne były koce dla gości. Czułam się tam swobodnie i mimo, że trasa szybkiego ruchu biegnie obok, to jej nie słyszałam.

A jeśli chodzi o ceny to powiem tak. Może i nie są najniższe, bo za medaliony zapłaciliśmy 64 zł, a za cielęcinę 39, ale za taką jakość jedzenia, taki wybór i dbałość o gości jestem w stanie zapłacić więcej. Dobrej jakości składniki, po prostu muszą trochę więcej kosztować. Cena paleo deserów okazała się taka sama jak cena zwykłego pszenicznego spodu. Jeśli stałabym przed wyborem czy napchać się za 15 zł obiadem na wagę w jakiejś gospodzie czy odżywić swoje ciało dobrym mięsem i sezonowymi warzywami, to wiadomo co wybiorę. Jak już coś jesć, to żeby to miało jakiś sens.

Mimo, że Restauracja Zielona nie jest mi po drodze, to już się zastanawiam co ja mogę mieć w najbliszym czasie do załatwienia we Wrocławiu :) 

Restauracja Zielona Restauracja Zielona

Dodaj komentarz
Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!