Jakimś cudownym trafem kupiliśmy pewnien czas temu starą książkę "Brzegami Popradu". I co tam zobaczyliśmy! Naszą Suchą Strugę, naszą dolinkę z 1966 roku! Zdjęcie podpisano: "Gdziekolwiek byśmy nie poszli, śród gór błyśnie kawałek Popradu. Nawet patrząc z kotliny wioski Makowica" To było niesamowite, tak cofnąć się w czasie. Efekt możecie ocenić poniżej. Niestety Popradu już nie widać, bo drzewa urosły za wysokie, ale widok nadal wspaniały. Każdego dnia inny. Zachwycający. 

                   

Na Strudze nie muszę pilnować czasu tak jak w mieście. W mieście czas kontroluje mnie. Na Strudze wstaję i nie spieszę się ze śniadaniem. Nie jem go na czas jak w Krakowie, żeby zdążyć na pociąg do pracy. Mimo, że roboty jest po kokardy, czas na wsi płynie wolniej, pieknie się dłuży. Zjadaczami czasu w mieście są dojazdy, zakupy i inne niepotrzebne ruchy.

Trochę obawiałam się tego wyjazdu na Strugę. Bałam się pogody. Na naszym notorycznym placu budowy, spędzenie kilku dni w temperaturze wewnątrz nieocieplonej i nieogrzanej chaty to wątpliwa przyjemność. Szczęśliwie za dnia było bardzo ciepło, bo nawet 20C, ale jak tylko słońce zachodziło robiło się przenikliwie zimno, wiał wiatr. Za to niebo było przecudnie udekorowane gwiazdami. Nigdy ich w Krakowie nie dostrzegam.

Do przebudzenia (uwaga: śpimy w namiocie wewnatrz chaty na piętrze) niepotrzebna była kawa, wystarczyla temperatura +2 no max. +7C. Szybko włączaliśmy przenośny grzejnik i po rozgrzaniu stóp i dłoni można było zacząć dzień. Najlepiej rozgrzewaliśmy się rosołem przywiezionym z Krakowa, który po wystygnięciu zamieniał się w zimne nóżki, tyle miał w sobie kolagenu.

Podziwiam mojego Witolda za siłę (również fizyczną), dokładność i upór w działaniu. Mimo przeszkód, nerwów i rzucania siekierą ze złości na przedmioty martwe, potrafił zrealizować swój cel. Dzielnie i mozolnie ręcznie rzeźbił solniki pod okna, poprawiał żeby pasowały idealnie. Nacinał długie dechy, mocował je do ściany. Wszystko sam, bez pomocy. Ja tylko asystowałam. Nie mogłam mu za dużo pomóc, żeby na przykład mocno uderzyć kilofem w oporną dechę, bo nie byłabym w stanie nawet podnieść tego kilofa. A na drugi dzień mimo bólu nadgarstków i ramion z radością wracał do tej samej ciężkiej pracy.

W efekcie, mogliśmy wstawić okna do izby, która od razu nabrała domowego charakteru. Zaczęłam widzieć w tym stosie gliny, desek i trocin mój przyszły salon z kuchnią i kominkiem. Widok z okna jest malowniczy, jak obrazek. Wkrótce będziemy siedzieć tam przy stoliku i popijając kawę komentować jaka to zwierzyna biega nam przed oczami.

                       

Kiedy Witek był zajęty oknami, ja robiłam porządki na grządkach i posiałam wczesną odmianę marchewki i szpinak, które wyrosną na wiosnę. Późne siewy mogą dać plony szybsze nawet o 2-3 tygodnie. Tak na razie czytałam i testuje rozwiązanie. Grządki trzeba tylko okryć iglastymi gałązkami przed mrozami.

Zebrałam też plony topinambura. Po pierwszych przymrozkach jest najsmaczniejszy, bo słodki. Nazbierało się tego trochę. Część ukryłam w kopczykach w piwnicy pod naszą starą stodołą, część zabrałam do Krakowa, ale wiem, że nie będę w stanie tego przejeść. Topinambur wytrzyma temperatury nawet do -40C, więc nie muszę się martwić o to, że zamarznie.

Patrząc na trud uprawy, plewienia i ciągłego doglądania mojego małego ogródka warzywnego, niejeden by się zastanawiał czy to ma sens. Dodatkowo, mamy tu w górach sporo dzików, jeleni i saren, które systematycznie plądrują pola. Sąsiedzi przez pół roku pilnują upraw ziemniaków przed intruzami. Zwierzęta są tak pomysłowe, że żadne przeszkody im nie straszne. Gdybym nie lubiła grzebać w ziemi, to za żadne skarby nie zdecydowałabym się na własne uprawy. A w międzyczasie zastanawiam się czy to co przechowam w garażu w Krakowie mi nie zgnije. Potem 10 kilowy worek ziemniaków można kupić za 15 zł, a nieprzespanych nocy z powodu intruzów masa. Nigdy nie wiadomo czy coś urośnie, jaka będzie pogoda, czy plony pochłonie jelonek czy gradobicie. Ogromny trud, ale jeszcze większa radość, że z małego ziarenka wyrosło coś co mnie wyżywi. Dopóki znajdę sieły, to będę uprawiać mój warzywnik. 

Tutaj więcej opowieści o naszej chatce.

Dodaj komentarz
  • Nowoczesna Dietetyka
    2015-11-17 20:26

    Fantastyczne!

  • Mary Maggie:)
    2015-12-06 16:56

    Oj ale juz duzo zrobione w tej slicznej chatce:) Gratuluje pracusie:)

  • Paleo Strefa
    2015-12-06 19:12

    Mary Maggie from Texas. Dzieki ze śledzisz nasze poczynania. Wpadaj czesciej na bloga!! I do nas!

Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!