Wielki Stożek

Pierwszą część naszych wakacji spędziliśmy remontując dalej naszą chatę na Suchej Strudze, więc druga jego część to miał być czas wytchnienia i odpoczynku. Postawiliśmy więc na Beskid Śląski, gdzie nas jeszcze nie było. Naszym pierwszym celem był Wielki Stożek, mieszczący się dokładnie na samej granicy Polski i Czech.

Zaczynamy krótkim, acz treściwym wejściem (ok 45 min) od parkingu z Wisły Głębce, skąd prowadzi szlak zielony do Schroniska PTTK na Stożku (960 m n.p.m.). Podejście jest bardzo strome i przyprawiające o bezdech. Do schroniska docieramy w sobotę i zaskakuje nas niewielka ilość turystów jak na okres wakacyjny i taką wspaniałą pogodę. Jak się potem dowiadujemy, do najstarszego schroniska w Beskidach turyści nie dotarli tak tłumnie jak zazwyczaj, ze względu na Światowe Dni Młodzieży odbywające się w tym czasie w Krakowie.

Wielki stożekWielki Stożek

Samo schronisko jest piękne, majestatyczne, z klimatem. Salę jadalną rozświetlają wielkie okna rozpościerające się na całej długości budynku i ukazujące wspaniały widok na okoliczne pagórki. Kolejna miła niespodzianka to nasz pokój. Przepiękny widok na wschód, odsłaniający miękkie krągłości Beskidu Śląskiego. Już wiedziałam, że każdy wschód słońca jest mój.

 Wielki stożekWielki Stożek Wielki Stożek

Pierwszego dnia postanawiamy wybrać się na Wielką Czantorię (995 m n.p.m). To jakieś 3 h od schroniska na Stożku. Trasa wiedzie przez bardzo widokowy Cieślar, żeby potem zejść ostro w dół do Schroniska Soszów (792 m. n p.m.) a stamtąd znów pod górkę wprost na Wielką Czantorię. Na Soszowie spędzamy jakąś godzinkę w towarzystwie pomidorówki i konserwy ze szprotkami, bo zachęciła nas cisza i spokój. Po drodze nie omieszkamy dogodzić sobie przepyszną kawą z HandPresso, którą przygotowujemy w terenie (mieliśmy już je na Babiej Górze i na Wierchomli - jest nieocenione). Zawsze nosimy mały pojemnik z gazem, palnik, kubek do gotowania, kubek do picia i wodę, żeby napić się naprawdę dobrego espresso. To takie przyjemne, móc wznieść toast za dalszą szeroką drogę.

SoszówSoszówHandPressoHandPresso Wielki Stożek

Upał i duchota dają nam się mocno w kość, a nogi są jak z ołowiu. Chwalić Pana, że trasa układa się w kształt interwałów, co daje chwile wytchnienia. Sama Wielka Czantoria przeładowana turystami (bo weekend), co zawsze nas odstrasza, więc uciekamy gdzieś z dala na czeską stronę do kolejnego schroniska – Chata na Cantoryji, które jest prawie równie oblegane co sam szczyt z wieżą widokową. Tam rzucamy się na bardzo smakowitą grillowaną golonkę bez gości (350 g ok 16 zł), która starcza nam na dwie osoby. Schronisko brzydkie, zaniedbane i odstraszające. Nie chciałabym tam wrócić. W górach szukam ciszy i klimatów, a tam tego nie było.

Wielki Stożek

Polecam też krótki szlak na południe od Stożka - na Kiczory i dalej w stronę Istebnej (zielony). Niewielki ruch turystów, a widoki na stronę czeską przepiękne. Ścieżki kamieniste, wąskie i ustrojone wzdłuż gęstymi krzakami borówek. Kompletnie inne doznania niż na Czantori. Stamtąd też doskonały widok na Schronisko na Stożku.

Jak ręcznie malowane wschody słońca budziły nas każdego poranka. Cóż za widowisko barw! Nie wiem co jest piękniejsze, wschody czy zachody słońca w górach… Obydwa leczą duszę.

Wielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki Stożek Wielki StożekWielki Stożek

Którejś nocy oświadczyliśmy też prawdziwej burzy z piorunami. Widok jak w kinie 3D, a może i więcej D… Niebo zmieniało kolory i było tak humorzaste jak baba podczas pełni księżyca. Trochę wystraszeni, ale podekscytowani obserwowaliśmy w środku nocy całe to widowisko z nosami przylepionymi do szyby.

Wielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki Stożek Wielki StożekWielki StożekWielki Stożek Wielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki StożekWielki Stożek

Strawa 

W schronisku na Stożku nienajgorsze jedzenie, z tym że bezglutenowcy, jak wszędzie, będą mieli mały problem, bo kotlet schabowy jest podawany w panierce, pieczeń w sosie zaciągniętym mąką, no a karta dań pełna naleśników i pierogów. My wybraliśmy placki ziemniaczane z gulaszem (pewnie czaił się tam gluten) oraz pieczeń wieprzową z ziemniakami i zestawem surówek. Sosu po prostu nie zjadłam. Całkiem dobra była też kwaśnica zwana na Stożku kapuśnicą, ze sporym kawałkiem mięsa, ale delikatnie zabielana śmietaną. Na śniadanie wybraliśmy jajecznice z 3 jaj na maśle, a do tego zerwane przy schronisku jagody, których było w bród.

Co jeść w górachCo jeść w górachCo jeść w górachCo jeść w górachWielki StożekWielki StożekWielki Stożek

Prowiant na drogę:

1. Batony Zmiany Zmiany z suszonymi owocami i orzechami na marsz pod górę
2. Suszone banany bez cukru jako przekąska do kawy albo w przypadku konieczności doenergetyzowania się.
3. Daktyle – j.w.
4. Morwa – jako dodatek do jaglanki
5. Płatki jaglane – jako przekąska lub kolacja, które zalewałam wodą i mlekiem kokosowym, i jadłam z liofilizowanymi warzywami i owocami LYO FOOD.  W słoiczku skomponowałam swój gotowy zestaw i jadłam w trasie. Swoją drogą LYO FOOD mają chyba najlepsze jedzenie liofilizowane jakie jadłam, a ich bigos smakuje jak u Babci.
6. Czekolada – do kawy z HandPresso w pięknych okolicznościach przyrody
7. Maca (dodawała siły Aztekom) i liofilizowane sproszowane buraki, jarmuż i maliny – jako dodatek do jaglanki
8. Pasta z oliwek z Tesco za 2,99 w promo, bez chemii do posmarowania paleo bułek lub chleba
9. Szprotki w oliwie z oliwek - na przekąskę w drodze lub jako dodatek do posiłków ze schroniska.
10. Makrela w sosie własnym – j.w.
11. Pasztet bezglutenowy z dzikiem – j.w
13. Pasta kokosowa – jako deser i dodatek do jaglanki albo posmarowania paleo bułek (w słońcu robiła się płynna więc było łatwo)
12. Płatki kokosowe – do jaglanki
13. Mleko kokosowe – do jaglanki lub do kawy
14. Pady z kawą do HandPresso
15. Herbata
16. Sól i pieprz w mini pieprzniczce

Prowiant w góry

Wyposażenie kosmetyczki w góry:

Każdy centymetr jest bezcenny więc stawiamy na minimum luksusu:
1. Wszystko w jednym tj żel pod prysznic, do twarzy i szampon czyli płyn do mycia Alterra sensitive (Rossman ok 6 zł, bez chemii) w małej silikonowej buteleczce z przyssawką, którą można powiesić pod prysznicem albo na szybie.
2. Składane szczoteczki do zębów (kupione chyba 100 lat temu w Rossmanie)
3. Olejek z pestek malin służący jako filtr UV, ale właściwie nie było potrzeby jego stosowania, bo kapelusze zakrywały twarz i szyję, a ubranie resztę newralgicznych punktów.
4. Mini nitka do zębów (Rossman)
5. Mini krem żywokostowy do twarzy od Natule
6. Mini maść propolisowa do ust z targu kleparskiego od producenta miodów.
7. Pasta do zębów (w białym pudełeczku), w etui na szczoteczki oryginalnie była pasta do zębów, ale już ją wykorzystaliśmy, poza tym używamy takiej bez fluoru (Forever Living Products).
8. Żel do włosów – właściwie to nie wiem po co, bo chodziłam cały czas w kapeluszu lub w chuście na głowie, chyba raczej z babskiej tęsknoty za pięknem.
9. Maszynki do golenia, żeby mnie nie pomylić z łanią.
10. Plastry na wypadek otarć
11. Woda utleniona i płyn lugola gdyby nagle zaczęło „coś brać”
12. Ręcznik szybkoschnący i zabierający niewiele miejsca w plecaku

Wyposażenie kosmetyczki w góry

Była jeszcze trzecia, niezwykle ekscytująca i spontaniczna część wakacji, ale o tym w kolejnym poście.

Dodaj komentarz
Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!