Slow flife

Uczę się żyć powoli. To wbrew pozorom nie jest takie proste. Łatwiej mi to przychodzi na wsi. Na wsi jest tyle wspaniałych rzeczy do roboty. Pozornie wydaje się, że nie ma co robić, nuda, nic się nie dzieje. W mieście mam za dużo możliwości, za dużo impulsów, zbyt dużo mnie rozprasza i nie jestem się w stanie skupić na jednej rzeczy. Ale tak naprawdę skupić, bez myślenia, co muszę zrobić w następnej kolejności. Jest tylko teraz. Podziwiam Japończyków, którzy ze zwykłego parzenia herbaty uczynili rytułał. Być może trzeba traktować każdą rzecz jaką się robi z taką uwagą? Dążę do takiego spokoju i równowagi. 

A to parę rzeczy, które mają na mnie działanie kojące

Pielęgnowanie mojego warzywnika... 

   

jeszcze tylko jakieś 2 miesiące i wykopię topinambura :)             koper włoski dopiero wykiełkował

   

Po 2 tygodniach nieobecności zaskoczyła mnie cukinia, która obrodziła pięknymi owocami.

   

koper do kiszenia już urósł                                               papryki rosną jak szalone

Czas zbiorów...

   

Spodziewajcie się przepisów z użyciem cukinii, buraków i czarnych porzeczek :)

Mówią, żeby gadać do swoich roślinek, kochać je, pielęgnować jak drugiego człowieka, doglądać to się odwdzięczą. I tak jest. Poza tym trochę dobrego końskiego obornika, systematyczne nawożenie skorupkami jaj i rosną jak na drożdżach. Patrząc na warzywnik sąsiadki chyba coś w tym jest. 

No to ucztujemy...

      

Śniadanie z wykorzystaniem darów warzywnika i łąki: masa różnych ziół, które dodaję do wszystkiego, cukinia, papryczki, koper, liście topinamburu, fiołki.

Delektowałam się moją prostą jajecznicą i kawałkiem bułeczki z masłem czytając ulubione gazety, na które zwykle nie mam czasu. Do tego sałatka z cukinii, koperku, liści topinamburu, fiołków polnych i oregano. Do picia tradycyjnie świeża mięta i melisa.

A na obiad... własne ziemniaczki, wiejskie jajca i pieczony boczek, do tego mizeria z wiejską śmietaną i koperkiem. Prawdziwe jedzenie!

   

Kontemplacja przy ognisku i gapienie się na góry...   W międzyczasie swojska i własne małosolne

   

Przyjemny odpoczynek pomiędzy plewieniem a koszeniem w towarzystwie paleo biscotti...

   

Chyba nawet motylkowi posmakowały moje suchary :)

Tworzenie skalniaka...

   

Oregano i melisa już kwitną. Potem mam zamiar zebrać nasiona i posiać zioła z własnych nasionek.

   

Mięta i tymianek polny się suszą.

Relaksująca czynność zbierania, potem selekcjonowania i w końcu wiązania w piękne wiązki cudnie pachnących ziół. Nie wiedziałam, że polny tymianek pachnie tak świeżo cytrynowo, zupełnie inaczej niż zwykły tymianek. Wystarczy związać zioła w niewielkie wiążki i powiesić w ciepłym przewiewnym miejscu, żeby wyschły. Herbata z mięty na zimę gotowa, a tymianek przyda się do potraw włoskich. 

Pomoc przy budownie chaty...

Akcja Konar przebiegła pomyślnie. Trzeba było przytargać długaśny bal na podmianę to zaprzęgliśmy naszego rumaka Landka i pociągneliśmy drewno na pasach pod samą chałupę. Ale radość z udanej akcji!

A tak teraz wygląda nasza chatka.

Idzie powooooli (w końcu slow life), bo interesy w mieście nie pozwalają. W zeszłym roku zrobiliśmy dach, w tym roku wymurowaliśmy fundamenty. Już chata nie wisi w powietrzu. W następnej kolejności wymieniamy cztery stare bale i wstawiamy okna. Uff.

Dodaj komentarz
  • Sara Paleczny
    2015-08-03 10:30

    Ja nie wiem jak to jest z tym slow life na wsi - myślałam, że będzie leniwie i slow a tu w ogóle nie mam czasu wolnego ;)
    Pozdrawiam z Czernca :)

  • BasiaPe
    2015-08-03 13:13

    Oderwanie od betonowej rzeczywistości... Aż poczułam zapach ziół i gorącej od słońca trawy!

  • Grażyna SG
    2015-08-04 01:47

    Cudnie!!! Palce lizać.

Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!