paleo chata, życie w zgodzie z naturą

Nie sądziłam, że listopad będzie jeszcze taki ładny. Miesiąc temu zamknęliśmy już naszą chatkę na trzy spusty czekając na zimę. Jednak postanowiliśmy, że wylejemy jeszcze chociaż kawałek fundamentów skoro pogoda tak nam sprzyja. Potem będziemy tylko mogli pozatykać dziury i tym razem już na pewno przygotować chatkę do zimy.

Nasz sposób budowania, a właściwie gruntownego remontowania naszego domku jest co najmniej oryginalny. Robimy „na abarot” to jest najpierw pokryliśmy chatę dachem, a teraz robimy fundamenty. Kto buduje domy od góry? No chyba tylko my! Ale jest zabawa i nie lada wyzwanie. Ile się nagłowiliśmy jak to wszystko ogarnąć to tylko my wiemy. W każdym razie im więcej przeszkód tym więcej radości i więcej kreatywności trzeba włączyć. Chata wygląda teraz tak, że ma piękny nowy dach, bale pozbawione mszenia, które nadają ażurowego wyglądu (szczególnie w nocy przy zapalonym świetle), a przód niemalże wisi w powietrzu trzymając się tylko na stosie ścisło ułożonych kamieni. Trzeba było usunąć spodni bal i podmurówkę z kamieni, bo się tworzyły nierówności na kształt Karpat :). Nie było żadnych fundamentów więc chata poddawała się działaniom grawitacji. Teraz jest już w miarę prosta, ale lepiej nie sprawdzajcie czy wszystkie ściany trzymają pion :) 

paleo chata

Nauczyliśmy się już, że wszystko potrzebuje czasu i życie uczy nas cierpliwości. Jasne, że każdy chciałby wszystko od razu, ale przy naszym budżecie (zero kredytu na budowę), większość rzeczy robimy sami, co oczywiście dłużej trwa. Niemniej jednak coś co się zrobiło samemu, własnymi rękami i z trudem uzbieranymi pieniędzmi (nie raz nie obyło się bez żebrania u rodziny), bardzo się to potem szanuje.

Tam w górach gdzie życie jest cięższe, ludzie są nauczeni pomagać sobie wzajemnie. Wiadomo, że jak wszędzie są sprzeczki, a tam to czasem na śmierć i życie, ale jak trzeba to się chłopy skrzykną i pomogą sąsiadom wylać fundament. A i sąsiadka świeżego sera i śmietany przyniesie. Za taką świeżą, tłustą śmietanę to mogę iść sąsiadce wszystkie podłogi na kolanach umyć. Taka pychota! Nigdy w życiu, w żadnym najlepszym sklepie nie kupi się takich rzeczy jak mają na wsi, a szczególnie wysoko w górach (nasz domek jest na prawie 800 m n.p.m.). Obserwuję jak całe dnie krowy łażą po łąkach i jedzą trawę. A zimą karmione są sianem. No to nie ma wyjścia. Taka śmietana musi być najlepsza. Lepiej mnie nie pytajcie co mi się dzieje po wypiciu mleka prosto od krowy (aż trudno mi uwierzyć, że jako mała dziewczynka potrafiłam wypić na raz 3 szklanki ciepłego z pianką), ale przetworzone mleko moje kiszki znoszą bardzo dobrze.

paleo chata

Przez tych kilka dni, które tam spędziliśmy zastanawialiśmy się, którą porę roku w górach lubimy najbardziej. Wygrała jesień. Uwielbiam soczyste wiosenne zielenie czy ośnieżone choinki, ale rewia jesiennych barw to najbardziej niesamowity spektakl. Nie tylko drzewa przybierają złoto-rdzawe szaty. Niebo rozświetla pieszczotliwie obchodzące się z nami słońce, innym razem pokrywa się z rana pierzyną jakby dzień leniwie nie chciał wstać.

paleo chata   paleo chata

paleo chata

Co jeszcze lubię na tej mojej wsi? Lubię przede wszystkim ten utarty cykl, zgodny z zegarem natury. Wszyscy dookoła przygotowują stosy drewna na opał, żeby było czym grzać jak przyjdzie mróz. Słoiki grzybów marynują się w piwnicy. Wszystkie gospodarstwa zwalniają tempo, wyhamowują przed zimą. Gospodarze wcześniej kładą się spać. Regenerują się przez ten czas.

paleo chata   paleo chata

Podoba mi się to, że dookoła pełno zwierząt. Kury sąsiadów zaglądają do nas z wizytą. Na łąkach pasą się krowy i barany. Nawet sąsiadka salamandra przyszła pierwszy raz się przywitać! Wszystko tutaj toczy się leniwie, nikt się tak nie spieszy jak w mieście. I ja nie mam ochoty siedzieć w necie tylko najchętniej przywiozłabym ze sobą włóczkę i druty, żeby ukoić nerwy. Traktuję wizyty tutaj nie tylko jak relaks, ale przede wszystkim medytację i uczę się być tu i teraz. Uczę się uważności. I bardzo doceniam przyrodę, naturę, zachwycam się nią jak dziecko. Nie przejmuję się tym co inni powiedzą, tylko na głos krzyczę do Witka „Witold, jaki piękny dzień, zobacz jaki wspaniały kolor ma to drzewo”.

paleo chata

paleo chata

paleo chata   paleo chata

No i na koniec jeszcze parę słów o strawie i o paru naszych ulubionych miejscówkach w naszym rejonie (Rytro, Sucha Struga czyli Beskid Sądecki).

Jakieś 20 min piechotką od nas znajduje się prywatne schronisko Chata Cyrla. Mają tam bardzo dobre jedzenie. Jadaliśmy w wieeeelu schroniskach, ale tutaj karmią domowo. Moje ulubione to goloneczka (porządny kawał mięcha) oraz baranina (schron znajduje się na baranim szlaku). Nie ma tam problemu, żeby zamówić więcej surówek zamiast chleba. Gospodarze chętnie podpowiadają co zjeść, jak nie możesz jeść glutenu. Są wyćwiczeni, bo często u nich jadam i grymaszę :) Ostatnio jedliśmy tam kwaśnicę z żeberkiem. Bardzo zacne, pożywne i sycące danie, idealne po całym dniu roboty przy chałupie.

paleo chata   paleo chata

I nasze niedawne odkrycie Restauracja u Dietricha. Trochę zbyt donisoła nazwa jak na to miejsce, bo dla mnie to bardziej jadłodajnia. Ale mniejsza o nazwę i wystrój, bo ten ostatni rzeczywiście mało ciekawy, natomiast ilość klientów świadczy o tym jak dobre i cenowo przystępne jedzenie tam podają. Miejscówka znajduje się jakieś 5 km od Piwnicznej Zdrój, zaraz za granicą Polską, już po stronie Słowackiej (jak się jedzie w kierunku Starej Lubovnej). Trochę ukryta w lesie, ale widoczne reklamy pozwolą szybko namierzyć to miejsce. 

Zawsze chciałam spróbować dobrej dziczyzny, ale w Krakowie pewnie musiałabym za taką zapłacić fortunę. Zwykłego Kowalskiego na to nie stać. A tam, jelenia czy dzika można zjeść codziennie. Poza tym mają króliki (bio), kaczki, baraninę i dużo innych dań. Za steka z jelenia zapłaciliśmy 6 EUR!!! (można płacić złotówkami) i to już cena z surówkami. Dostałam wielki talerz zieleniny i do tego trzy kawały mięcha z sosem borowikowym. Upewniłam się wcześniej czy w sosie nie ma mąki. W większości jest, ale na prośbę klienta kucharz modyfikuje danie, więc dostaliśmy sos zabielany tylko śmietaną. Nie było też problemu, żeby zamówić więcej warzyw zamiast popularnych tam knedlićków. Jednym słowem rewelacja i bardzo otwarte podejście. Słowacy są chyba pod tym względem bardziej wyedukowani, bo i w sklepach więcej wędlin bez glutenu i piwa bez lepku :) To będzie miejsce numer jeden na mojej mapie spożywczej w szeroko pojętej okolicy naszej Paleo Chaty.

paleo chata

Na koniec uczty polecam kawę w kawiarni/cukierni Magdalenka w Piwnicznej Zdroju. Magdalenka urzeka najpierw swoim słodkim wystrojem. Na ścianach biało-różowe paski jak w pokoiku 5 letniej dziewczynki. Krzesła opasane zielonymi kokardami. Wnętrze małe, ale przytulne i ma klimat. Oprócz kawy i czekolady mają też świeżo wyciskane soki np. z pokrzywy, pietruszki, marchewki. Za podwójne espresso zapłacicie 8 zł. Zresztą bardzo nam smakowało. Mają tutaj też lody własnej roboty. Niestety żadnego ciasta bezglutenowego, ale… poznałam ich filozofię działania, którą można przeczytać na menu w lokalu…piszą, że są otwarci na propozycje udoskonaleń więc nie omieszkam napisać do właścicielki i poprosić o wprowadzenie do menu ciasta bezglutenowego. Mam tylko nadzieję, że spotkam się ze zrozumieniem.

Dodaj komentarz
  • Suawa Mys
    2014-11-11 22:06

    Piekne zdjecia. Tak, czas na wsi inaczej płynie. I mimo, ze sama mieszkam tam, gdzie krowy mowia dobranoc, tęskno mi do miejsc, gdzie nowoczesne domy nie rosna jak grzyby po deszczu. I wy chyba takie miejsce znalezliscie.

  • tif funny
    2015-04-30 19:22

    woooow, alez sie rozmazylam czytajac ten opis .... bardzo bym chciala kiec taka swoja paleo chate ..... i ta smietana i ten twarog od swojskiej kroooooowy.... z dziecinstwa pamietam jak babcia rowniez takie cuda wlasnymi rekoma wyczarowywala .... ech, ten swiat juz dawno nie istnieje, dlatego tym bardziej jestem zdziwiona, ze Wy taka chate dla siebie znalezliscie..... gratuluje :)

Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!