Big Mango

Od jakiegoś czasu mieliśmy ochotę na wyraziste smaki. Chodziła za nami jakaś "chińszczyzna", żeby tak konkretnie popiekło w usta. Na moje szczęście kolega zaczął któregoś dnia opowiadać o fajnej knajpie tajskiej, gdzie sam miło spędził czas i zachwalał strawę, więc postanowiliśmy się tam wybrać. 
Szczególnie, że restauracja znajduje się blisko naszego domu. Miejsce o którym mowa to Big Mango. Mała restauracja usytułowana na krakowskich Bronowicach. Przejeżdżam tą trasą codziennie, ale Big Mango jest na tyle z boku, że ani razu jej nie zauważyłam. Nie jest trudno tam trafić, bo przy ulicy znajduje się szyld, który od razu zauważyłam, kiedy szukaliśmy tego lokalu. Poza tym mają również kilka miejsc parkingowych dla klientów.

W środku niewiele miejsca, ale bardzo przyjemnie - przy stolikach zmieści się razem pewnie jakieś 20-22 osoby. W sumie chyba wolę takie małe lokale, bo zwykle są bardzo przytulne. 

Bardzo spodobał mi się wystrój ścian i menu wypisane kolorową kredą przy barze. Może nic wyszukanego, ale prosto i prawdziwie. Bez udawania, a to zawsze podoba mi się najbardziej. 

big mango

Kolejny duży plus to karta dań. Bardzo przejrzysta i czytelna. Przy każdym daniu zdjęcie (zresztą odzwierciedlające rzeczywistość), ostrość dania i cena w podziale na ew. dodatki. Zresztą tak samo jak na stronie internetowej. 

Byłam pod wrażeniem zorganizowania obsługi. Tylko dwie osoby (kucharz i kelnerka), którzy uwijali się jak w ukropie. Bardzo sprawnie i z uśmiechem na twarzy. Zapytałam o bezglutenowość dań i pani kelnerka wiedziała co to gluten :) Wielu nie ma pojęcia o czym mowa i co ja wymyślam. 
Restauracja nie ma certyfikatu Menu Bez Glutenu, ale dania bezglutenowe stanowią około 1/2 menu (w tym 2 desery). To wszystkie dania niezawierające sosu sojowego i sosu ostrygowego. A na wyraźną prośbę gości, którzy nie mogą zjeść nawet śladowych ilości glutenu, restauracja umyje i wyparzy wszystkie używane do przygotowania potrawy sprzęty. Takiej otwartości dawno nie widziałam! 

                           big mango

No to teraz przejdźmy do zamówienia. Na początek miły zwyczaj, otrzymaliśmy tzw czekadełko w tym przypadku zupa rybna z ryżem. Kilka machnięć łyżką, tak na zaostrzenie apetytu. 
Zdecydowaliśmy się zamówić jedną zupę na dwoje, bo chcieliśmy siły zostawić na danie główne. Wybór padł na Tom Yum na bazie pasty chilli, trawy cytrynowej i galangalu. Ostrość 4 na 5 papryczek. Dało się wyczuć wyraźny smak i zapach trawy cytrynowej. Każdy inaczej odczuwa ostrość, ale dla nas było w sam raz , nie umieraliśmy. Jedyny moment kiedy oczy nam się zaszkliły, to jak zjedliśmy ostrą papryczkę na pół. Wtedy nie obyło się bez popicia wodą. Bardzo przyjemny początek uczty. 

                           big mango

Jako danie główne zamówiłam czerwone curry z ryżem jaśminowym (ostrość 4 na 5). Wybrałam wersję z wieprzkiem, a jest dostępna jeszcze wersja z kurczakiem lub z owocami morza (wszystko klarownie wypisane w menu). Do każdego dania można też domówić jajo na twardo albo sadzone. Ja się nie pokusiłam, chociaż bardzo lubię jaja, bo to pewnie były te od nieszczęśliwych kurek. Ostre curry to był trafiony wybór. Właśnie na takie miłe szczypanie  w gardle i chwilowy bezdech liczyłam. Ostrość sosu równoważyło kremowe mleczko kokosowe. Duża ilość liści limonki nadawała temu daniu świeżości i lekkości.

big mango big mango

Mój Pan wybrał wątróbkę z pastą chilli (ostrość 3 na 5) i z ryżem jaśminowym. Zwykle nie wyobrażamy sobie wątróbki inaczej niż z cebulką. Ta wersja wyglądała i smakowała wybornie. Koloru nadawała zielona papryka i świeża kolendra, tak popularna w kuchni tajskiej. Czuję się zainspirowana i muszę zrobić takie danie w domu.

Porcje były dla nas jak w sam raz. Ja zostawiłam połowę ryżu, już nie dałam rady. Gdybyśmy zamówili tylko dania główne, być może zostałby niedosyt, ale wcześniej skonsumowana zupa sprawiła, że byliśmy najedzeni. Planowaliśmy nawet deser, ale już się nie zmieścił. A tak ładnie wyglądało mango z ryżem i mleczkiem kokosowym. Zostawiliśmy deser na następny raz. Zainteresowały mnie też kasztany maczane w tapioce, ale niestety nie mieli.

Mimo, że to nie była kuchnia srtricte paleo, ale miałam pewność, że nie ma w moim daniu glutenu, a dodatkowo bardzo nam smakowało. To miejsce przyjazne bezglutenowcom, a może po specjalnych modyfikacjach będzie można otrzymać danie w 100% paleo.  Big Mango jest bardzo otwarte i elastyczne pod tym względem. Kuchnia tajska to przecież jedna z najzdrowszych kuchni świata. Wyróżnia ją bogactwo ostrych przypraw, które przyspieszają metabolizm. Jeśli macie ochotę na wyraziste smaki i odrobinę orientalności to na pewno Wam się spodoba. Samo miejsce jest przyjemne i miło spędzało się tam czas. Dodam jeszcze, że przy stoliku obok obiadował akurat Robert Makłowicz z rodziną, więc to chyba też o czymś świadczy.

Jeśli chcecie tam zjeść, lepiej zarezerwujcie wcześniej stolik, szczególnie w weekend, bo chętnych było sporo. Można też zamówić na wynos i przyjść odebrać danie.

A ceny? Może to nie jest miejsce na codzienny tani lunch przeciętnego Polaka, bo danie główne kosztuje ok 30 zł w zależności od dodatków i wybranego rodzaju mięsa. Jednak chętnych było sporo, głównie całe rodziny z dziećmi (mają kącik dla dzieci), widać więc, że ceny nie odstraszają.

Zadowoleni i z pełnymi brzuszkami wróciliśmy do domu. Jest plan, żeby tam wrócić.

Dodaj komentarz
Subskrypcja

Bądź na bieżąco i otrzymuj na skrzynkę niepublikowane na blogu cenne porady!